... choć to jego uważanie, niepotrzebnie zabiera innym czas.


"...robi się problem nie tylko dla dziecka, robi się problem dla całej rodziny, frustruują się wszyscy..."
Pani redaktor wtrąciła, że ona akurat lubiła prace domowe, na co Pan, który coś uważa, rzekł:
"... a ja Ci powiem, że to był Twój błąd..."

Pan, który uważa, zdaje się obie Aneryki naraz odkrył, bo zauważył, "że są dzieci, które ściągaja, posiłkują się Internetem, ściągają przed lakcjami, a robią to tylko po to, by nie dostać oceny niedodtatecznej". Nie wiem, może to wynik, nieodrabiania prac domowych podsuwa Panu, który uważa, takie spostrzeżenia. Zwykle, każdy kto czasem lekcje odrabiał, wie, że czasem uczeń ma pod górkę i broni się jak może.

Zdaniem tego Pana, praca domowa, winna być mądra. Nie wiem jak on wpadł na taki pomysł. Pan zauważył, że mądrość pracy domowej może polegać np. na spotkaniu się z przyjaciółmi, "by coś fajnego zrobić". A co?

Pan zauważył również, że dzisiejsze dzieci, są ogromnie obciążone innymi zadaniami "po szkole", tu mogę się tylko domyślać jaka jest hierarchia ważności według niego.

Dzieci ponoć mają ważniejsze zadania niż szkoła, może nawet ów Pan myślał o "mam talęt". Słusznie chyba myślał. Ja bym go jednak zapytał cóż te dzieci, które miałby lekcji nie odrabiać, mogłyby w tych "talętach" prezentować?

Pani redaktor zauważyła, że dzieci obciążane sa przez własnych rodziców. Pan który coś uważa, stwierdził jednak, "tak, ale jak Ty po pracy masz możliwość pójść do teatru i nie czujesz takiej presji, że nie możesz do niego pójść, bo czeka na Ciebie jakaś praca, to tak samo dzieci, powinny mieć tą możliwość wybrania tej... alternatywy...".

W sumie rozumiem Pana, który uważa. W jakim celu się męczyć, ucząc się, skoro można w zielony sweterek się ubrać, i piepszyć trzy po trzy, albo wybrać alternatywę w postaci np. kina czy teatru. Tam dzieci mogłyby według Pan, który uważa, czerpać przyjemność i rozwijać swoje pasje. Pani redektor zapytała "czy to nie jest tak, że zadania domowe uczą dzieci obowiązkowości i systematyczności", na co Pan rzekł, "pewnie tak, ale (Pan zawsze ma ale w zanadrzu) wiele innych czynności równie dobrze tego uczą".

Pan, który coś uważa, jest fanem takich zadań domowych, które coś wnoszą, a nie tylko takich, które frustrują i zabierają nam niepotrzebnie czas. Ja bym Pan spytał, jak sobie wyobraża, np. budowę przyszłego mostu, przez dzisiejszego ucznia, którego zadania mają nie frustrować, może Pan się do doktora na wyszczepienie wybierze, ale do takiego, który wesoło i niefrustrująco spędzał dzieciństwo, niespecjalnie do nauki się przykładając. Może Pan się taksówką przejedzie z kierowcą, który się zbytnio za młodu nie frustrował.

Sam pomysł został rzucony, Pan jest kochany, tak przez dzieci, jaki rodziców, ba kochany jest także przez partie polityczne, któr pomysł łyknęły.

Po niecałych kilku minutach, mam już dość, bo się frustruję słuchają , tu idąc za radą Pana, który coś zauważa, choć w tym akurat wypadku słusznie, porzucę resztę jego wywodu, mając nadzieję, że w tych okolicznościach on się nie sfruustruuje.



Mam prośbę, prosze się zbytnio nie sfrustruować.


---
pana w zielonym sweterku, wypatrzył@dżon
a wypatrzył bo czasem te lekcje odrabiał, jak nie odrabiał do dwUje dostawał, przy czy wcale się nie frustrował, bo uważał, że je zasłużenie dostawał...